Masakra przy Queen Street

8 grudnia 1987r. Miał miejsce zamach w mieście Melbourne w Australii. Do 18 piętrowego biurowca wtargnął uzbrojony mężczyzna. Tym mężczyzną był 22 – letni Frank Vitkovic student wydziału prawa.

Ojciec Franka pochodził z Jugosławii, matka zaś z Włoch. Mężczyzna mieszkał z rodzicami i siostrą. W dzieciństwie był gnębiony przez uczniów. Jednym z powodów gnębienia był fakt, iż chłopiec nie był obrzezany. Młodzieniec popadł w depresję. Frank miał niewielu przyjaciół. Jego najbliższym znajomym był Con Margelis, z którym trenował tenis. W 1984r. Vitkovic doznał kontuzji kolana, która uniemożliwiła mu uprawianie aktywności fizycznej. Mężczyzna miał żal do Margelisa, że ten nie udzielił mu wsparcia w tych trudnych dla niego chwilach.

W 1986r. Vitkovic odbył kilka rozmów z psychologiem za namową jednego ze swoich wykładowców. Frank przeczytał na zajęciach esej, który wzbudził niepokój u pracownika naukowego. Mowa w nim była o śmierci, zemście i złości na cały świat za doznane krzywdy. 

W obiekcie biurowym mieściła między innymi główna siedziba poczty australijskiej. W biurowcu tym pracował  Con Margelis. Chęć zemsty na byłym przyjacielu przepełniała Franka. Mężczyzna zaplanował zabójstwo znajomego w miejscu jego pracy. Vitkovic zabrał ze sobą karabin samopowtarzalny M1, 300 sztuk amunicji,  nóż, lornetkę. Wpierw pojechał na uczelnię, a potem pojechał na Queen Street. O godzinie 16 wszedł do budynku i zażądał spotkania z Margelisem. Wyciągnął broń, ale ta zacięła się. Con wraz z innymi pracownikami uciekł. 

Policja dostała telefon informujący, że w budynku wybuchła strzelanina. Con Margelis przeżył masakrę, schował się w toalecie. Vitkovic wiedział, że jest to ostatni dzień jego życia. Postanowił zabić jak najwięcej osób znajdujących się w budynku. Udał się na 12 a potem 11 piętro. Zabił w sumie 8 osób, a dwie zostały ranne.  Gdyby nie fakt, że jego broń, co chwila się blokowała, ofiar byłoby więcej. Ponadto mężczyzna nie był dobrze obeznany z jej obsługą i mógł oddawać tylko pojedyncze strzały. 

Policja początkowo sądziła, że napastników jest kilku. Funkcjonariusze sądzili, że jest to nieudany napad rabunkowy. Kilku mężczyznom pracującym na 11 piętrze udało się obezwładnić zamachowca. Ten jednak wyrwał się im i wyskoczył przez okno. Czas zgonu Vitkovica ustalono na 16:34. 

Policja początkowo sądziła, że ma do czynienia z ofiarą zamachu. Ale gdy zobaczyli na chodniku naboje, które wypadły z kieszeni mężczyzny, nabrali podejrzeń. Strzelba, z której strzelał Frank została mu odebrana przez pracowników poczty i włożona do lodówki. 

W toku śledztwa ustalono, że mężczyzna miał pozwolenie na broń. Policja dokonała przeszukania w domu Vitkovica i znalazła jego pamiętnik. Analiza dziennika przeprowadzona przez psychiatrów wykazała, że mógł on cierpieć na schizofrenię paranoidalną.